[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Był jednak na tyle sprawiedliwym, \e samcałą winę brał na siebie, a na Krzysię jej nie składał.Owszem, do licznychniepokojów, które go ogarnęły, dołączył się i ten, czy i Krzysia tak\e niepoczytuje mu w głębi duszy za złe tego pośpiechu.- Sama pewnie by tak nie postąpiła - mówił sobie pan Michał - a mając duszęwielką, niechybnie i w innych tej wielkości desiderat.Otó\ strach go brał, czy się jej nie wydał małym.Jednak\e był to pró\ny strach.Krzysi nic było do \ałoby pana Michała i gdy jejo niej za du\o mówił, nie tylko to nie budziło w pannie współczucia, aledra\niło jej miłość własną.Zali to ona, \yjąca, nie była warta tej zmarłej?Albo czy w ogólności była tak mało warta, \e zmarła Anusia mogła być jejrywalką? Pan Zagłoba, gdyby do tajemnicy nale\ał, pewnie uspokoiłby panaMichała, \e niewiasty nie mają jedna dla drugiej zbyt wiele miłosierdzia.Niemniej jednak po wyjezdzie Wołodyjowskiego panna Krzysia była zdumiona tym, cozaszło, i \e ju\ klamka zapadła.Jadąc do Warszawy, w której nigdy przedtem niebyła, wyobra\ała sobie, \e będzie wcale inaczej.Oto na konwokacją i elekcjązjadą dwory biskupie i dygnitarskie, świetne rycerstwo podą\y ze wszystkichstron Rzeczypospolitej.Ile\ tam będzie zabaw, gwaru, popisów, a wśród tegowiru, wśród tłumów rycerstwa zjawi się jakowyś "on" nieznany, jakowyś rycerztaki, jakich tylko w snach dziewczyny widują; ten dopiero afektem zapłonie,podoknami z cytrą będzie stawał, kawalkady wyprawiał, długo musi kochać iwzdychać, długo wstęgę kochanej na zbroi nosić, nim po licznych cierpieniach iprzezwycię\onych przeszkodach do nóg upadnie i miłość wzajemną uzyska.Owó\ nic się z tego nie stało.Mgły barwiste i mieniące się jak tęcza zrzedły irycerz ukazał się wprawdzie, rycerz nawet wcale niepospolity, za pierwszego\ołnierza Rzeczypospolitej głoszony, kawaler wielki, ale do "onego" niezbyt, anawet wcale niepodobny.Nie było te\ kawalkad i na lutni grania ni turniejów, nipopisów, ni wstęg na zbroi, ni gwaru rycerstwa, ni zabaw, ni tego wszystkiego,co jako sen majaczy, jako cudowna bajka na wieczornicy ciekawi, jako zapachkwiatów upaja, jak ptasia ponęta nęci; od czego płonie twarz, bije serce dr\yciało.Był tylko dworek za miastem, w dworku pan Michał, po czym zdarzyła sięStrona 41Henryk Sienkiewicz - Pan Wołodyjowskikonfidencja - i ju\! - reszta przepadła, znikła, jak znika miesiąc na niebie,gdy chmury go zakryją.Gdyby to jeszcze ten pan Wołodyjowski był przyszedł nakońcu bajki, przecie byłby po\ądany.Nieraz Krzysia rozmyślając o jego sławie, o jego zacności, o jego męstwie, którego chlubą Rzeczypospolitej, a postrachem jej nieprzyjaciół uczyniło, czuła, \ejednak miłuje go wielce, zdało jej się tylko, \e ją coś ominęło, \e ją spotkałapewna krzywda - trochę przez niego - a raczej przez pośpiech.Tak więc ówpośpiech zapadł obojgu ziarnkiem piasku na serce, a \e byli coraz dalej odsiebie, więc ziarnko owe zaczęło im nieco dolegać.Nieraz w uczuciach ludzkichcoś się tak nieznacznie, jakoby maluchny cierń kłuje i z czasem albo się goi,albo te\ jątrzy coraz bardziej i choćby największą miłość bólem i goryczązaprawia.Ale między nimi było jeszcze do bólu i goryczy daleko.Szczególniejdla pana Michała słodkim i uspokajającym była Krzysia wspomnieniem i pamięć jejtak szła za nim, jako cień idzie za człowiekiem.Myślał te\, \e im bardziej się oddali, tym ona stanie mu się dro\szą, tymbardziej za nią wzdychał i do niej tęsknił będzie.Jej cię\ej czas upływał, boKetlingowego dworu od czasu wyjazdu małego rycerza nikt nie odwiedzał i dzień zadniem przechodził w jednostajności i nudzie.Pani stolnikowa wyczekiwała mę\a licząc dnie do elekcji i o nim tylko mówiła;Basia osowiała bardzo.Sprzeciwiał się jej pan Zagłoba, \e odpaliwszyNowowiejskiego, teraz za nim tęskni.Jako\ wolałaby była, \eby choć onprzyje\d\ał, ale on sobie rzekł: "Nic tu po mnie" - i wkrótce za Wołodyjowskimwyruszył.Pan Zagłoba tak\e się z powrotem do Skrzetuskich wybierał mówiąc, \e mu zabasałykami tęskno; wszelako cię\kim będąc, z dnia na dzień wyjazd odkładał, Basizaś tłumaczył, \e ona powodem mitręgi, bo się w niej kocha i o jej rękę staraćsię zamierza.Tymczasem dotrzymywał towarzystwa Krzysi, gdy pani Makowiecka wyje\d\ała z Basiądo pani podkomorzyny Iwowskiej [ Pobierz całość w formacie PDF ]
zanotowane.pl doc.pisz.pl pdf.pisz.pl przylepto3.keep.pl
.Był jednak na tyle sprawiedliwym, \e samcałą winę brał na siebie, a na Krzysię jej nie składał.Owszem, do licznychniepokojów, które go ogarnęły, dołączył się i ten, czy i Krzysia tak\e niepoczytuje mu w głębi duszy za złe tego pośpiechu.- Sama pewnie by tak nie postąpiła - mówił sobie pan Michał - a mając duszęwielką, niechybnie i w innych tej wielkości desiderat.Otó\ strach go brał, czy się jej nie wydał małym.Jednak\e był to pró\ny strach.Krzysi nic było do \ałoby pana Michała i gdy jejo niej za du\o mówił, nie tylko to nie budziło w pannie współczucia, aledra\niło jej miłość własną.Zali to ona, \yjąca, nie była warta tej zmarłej?Albo czy w ogólności była tak mało warta, \e zmarła Anusia mogła być jejrywalką? Pan Zagłoba, gdyby do tajemnicy nale\ał, pewnie uspokoiłby panaMichała, \e niewiasty nie mają jedna dla drugiej zbyt wiele miłosierdzia.Niemniej jednak po wyjezdzie Wołodyjowskiego panna Krzysia była zdumiona tym, cozaszło, i \e ju\ klamka zapadła.Jadąc do Warszawy, w której nigdy przedtem niebyła, wyobra\ała sobie, \e będzie wcale inaczej.Oto na konwokacją i elekcjązjadą dwory biskupie i dygnitarskie, świetne rycerstwo podą\y ze wszystkichstron Rzeczypospolitej.Ile\ tam będzie zabaw, gwaru, popisów, a wśród tegowiru, wśród tłumów rycerstwa zjawi się jakowyś "on" nieznany, jakowyś rycerztaki, jakich tylko w snach dziewczyny widują; ten dopiero afektem zapłonie,podoknami z cytrą będzie stawał, kawalkady wyprawiał, długo musi kochać iwzdychać, długo wstęgę kochanej na zbroi nosić, nim po licznych cierpieniach iprzezwycię\onych przeszkodach do nóg upadnie i miłość wzajemną uzyska.Owó\ nic się z tego nie stało.Mgły barwiste i mieniące się jak tęcza zrzedły irycerz ukazał się wprawdzie, rycerz nawet wcale niepospolity, za pierwszego\ołnierza Rzeczypospolitej głoszony, kawaler wielki, ale do "onego" niezbyt, anawet wcale niepodobny.Nie było te\ kawalkad i na lutni grania ni turniejów, nipopisów, ni wstęg na zbroi, ni gwaru rycerstwa, ni zabaw, ni tego wszystkiego,co jako sen majaczy, jako cudowna bajka na wieczornicy ciekawi, jako zapachkwiatów upaja, jak ptasia ponęta nęci; od czego płonie twarz, bije serce dr\yciało.Był tylko dworek za miastem, w dworku pan Michał, po czym zdarzyła sięStrona 41Henryk Sienkiewicz - Pan Wołodyjowskikonfidencja - i ju\! - reszta przepadła, znikła, jak znika miesiąc na niebie,gdy chmury go zakryją.Gdyby to jeszcze ten pan Wołodyjowski był przyszedł nakońcu bajki, przecie byłby po\ądany.Nieraz Krzysia rozmyślając o jego sławie, o jego zacności, o jego męstwie, którego chlubą Rzeczypospolitej, a postrachem jej nieprzyjaciół uczyniło, czuła, \ejednak miłuje go wielce, zdało jej się tylko, \e ją coś ominęło, \e ją spotkałapewna krzywda - trochę przez niego - a raczej przez pośpiech.Tak więc ówpośpiech zapadł obojgu ziarnkiem piasku na serce, a \e byli coraz dalej odsiebie, więc ziarnko owe zaczęło im nieco dolegać.Nieraz w uczuciach ludzkichcoś się tak nieznacznie, jakoby maluchny cierń kłuje i z czasem albo się goi,albo te\ jątrzy coraz bardziej i choćby największą miłość bólem i goryczązaprawia.Ale między nimi było jeszcze do bólu i goryczy daleko.Szczególniejdla pana Michała słodkim i uspokajającym była Krzysia wspomnieniem i pamięć jejtak szła za nim, jako cień idzie za człowiekiem.Myślał te\, \e im bardziej się oddali, tym ona stanie mu się dro\szą, tymbardziej za nią wzdychał i do niej tęsknił będzie.Jej cię\ej czas upływał, boKetlingowego dworu od czasu wyjazdu małego rycerza nikt nie odwiedzał i dzień zadniem przechodził w jednostajności i nudzie.Pani stolnikowa wyczekiwała mę\a licząc dnie do elekcji i o nim tylko mówiła;Basia osowiała bardzo.Sprzeciwiał się jej pan Zagłoba, \e odpaliwszyNowowiejskiego, teraz za nim tęskni.Jako\ wolałaby była, \eby choć onprzyje\d\ał, ale on sobie rzekł: "Nic tu po mnie" - i wkrótce za Wołodyjowskimwyruszył.Pan Zagłoba tak\e się z powrotem do Skrzetuskich wybierał mówiąc, \e mu zabasałykami tęskno; wszelako cię\kim będąc, z dnia na dzień wyjazd odkładał, Basizaś tłumaczył, \e ona powodem mitręgi, bo się w niej kocha i o jej rękę staraćsię zamierza.Tymczasem dotrzymywał towarzystwa Krzysi, gdy pani Makowiecka wyje\d\ała z Basiądo pani podkomorzyny Iwowskiej [ Pobierz całość w formacie PDF ]