[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.RL - Wiesz co, Gaz? - Ayknęłam ze szklaneczki i żar rozlał się po moim wnętrzu.- Mam takie.wrażenie.że spoglądam na świat przez niewłaściwy koniec lune-ty.Czułeś kiedyś coś takiego? Nie, nie odpowiadaj, bo na pewno z uprzejmościpowiesz, że czułeś.Powiedzieć ci, jak to jest? Bardzo często, nie tak jak dziświeczorem, chociaż to okropny wieczór, jest tak, jakby moje widzenie świata by-ło zakłócone tym, że inni patrzą znacznie dalej, wiesz, co mam na myśli? - Wypi-łam kolejny, głęboki łyk martini.- Na poły normalnie czuję się tylko w pracy, aledlatego, że tam nie jestem prawdziwą sobą, lecz gram pewną rolę.Powiedzieć ci,o czym myślałam, gdy patrzyłam na tę piękną kobietę? Myślałam, że pewnegodnia wszyscy będziemy martwi, Gaz.Ona, ja, Rachel, Luke i ty, Gaz, tak, ty tak-że.Wcale cię nie wybieram, Gaz, proszę, nie myśl tak, wiesz, jak cię lubię.Mó-wię tylko, że pewnego dnia będziesz martwy.I to nie musi być za czterdzieścilat, czy ile tam sobie wyliczyłeś.Gaz, możesz zniknąć jak.- Próbowałampstryknąć palcami, ale mi się nie udało.Czyżbym już się upiła? - Nie chcę byćmakabryczna, Gaz, mówiąc, że możesz paść trupem w każdej chwili, ale toprawda.Spójrz na Aida-na; umarł, a był młodszy od ciebie, Gaz, o kilka lat.Jeślion mógł umrzeć, to może umrzeć każde z nas, łącznie z tobą.Nie zamierzam byćmakabryczna, Gaz.Mam mgliste wspomnienie jego zdesperowanej twarzy, gdy tak ględziłam, iględziłam, i ględziłam.Obserwowałam siebie, jakbym znajdowała się poza wła-snym ciałem, ale nic nie mogłam zrobić, żeby się powstrzymać.- Mam trzydzieści trzy lata, Gaz - mówiłam dalej.- Trzydzieści trzy.Dzisiaj.A mój mąż nie żyje, więc wypiję kolejne martini, bo jeśli nie można pić martini,gdy mąż nie żyje, to kiedy można pić?Trułam coś w tym duchu przez jakiś czas.Dostrzegłam wymianę spojrzeńmiędzy Gazem i Rachel, ale dopiero wtedy, gdy Rachel wstała i z przesadną we-sołością powiedziała, że idzie do mnie, bo przez cały wieczór nie miała okazji,RL żeby ze mną pogadać, zrozumiałam, że jestem obiektem litości i ludzie gotowi sązapłacić łapówkę, byle tylko nie siedzieć obok mnie.- Tak mi przykro, Gaz, bardzo przepraszam.- Chwyciłam go za rękę.- Niemogę się powstrzymać.- Daj spokój.Nie ma za co przepraszać.- Delikatnie pocałował mnie w głowę,ale potem niemal rzucił się do ucieczki.Kilka sekund pózniej siedział przy barze,wychylając bursztynowy trunek jednym potężnym haustem.Potem szklaneczkauderzyła o wypolerowane drewno, a gdy powiedział coś barmanowi, ponowniesię napełniła trunkiem o barwie bursztynu i znów została wychylona do dna ko-lejnym haustem.Wiedziałam, nikt nie musiał mi mówić, że tym bursztynowym płynem byławhisky Jack Daniel's.Rozdział 25W sobotni poranek obudziłam się ze strasznym kacem.Chciało mi się płakać,miałam dreszcze; okropne, niby-reu-matyczne bóle były gorsze niż zwykle, arozdzierający niczym porażenie prądem ból zdawał się palić mi kości.Dręczyło mnie pragnienie.Dawne nawyki odchodzą z trudem.Chciałam otrzeć się o Aidana i powie-dzieć:  Jeśli wstaniesz i przyniesiesz mi trochę dietetycznej coli, będę twoimprzyjacielem do końca życia".Przez głowę przeleciały mi obrazy z minionej nocy: widziałam, jak zamę-czam ludzi, wygłaszając do nich długie, bełkotliwe monologi o śmiertelności, iskuliłam się z zażenowania.Po chwili mój wstyd zmieszał się ze sprzeciwem.Przecież mówiłam Rachel,że nie potrafię znieść ludzi; ostrzegałam ją.Jednak wstyd zwyciężył i nie miałamRL nikogo, kto by mi powiedział, że poprzedniego wieczoru nie zrobiłam z siebie pi-jackiego widowiska, że naprawdę nie byłam taka okropna.On zawsze był dla mnie taki dobry, ilekroć miałam kaca.- Chciałabym, żebyś tu był - powiedziałam w pustkę.-Naprawdę mi cię bra-kuje.Naprawdę, naprawdę, naprawdę, naprawdę, naprawdę brak mi ciebie.Przez cały czas, odkąd umarł, nigdy nie czułam się bardziej samotna, awspomnienie tego, co robiłam o tej porze w zeszłym roku, było niemal nie dozniesienia.Miałam takie cudowne urodziny.Kilka tygodni wcześniej zapytał mnie, jak chciałabym je świętować.- Pojedzmy gdzieś.Zaskocz mnie.Ale to musi być miejsce, które nie jestzwiązane z kosmetykami.Ani sklepami z antykami.- Nie lubisz sklepów z antykami? - W jego głosie brzmiało prawdziwe zasko-czenie, ale miał do niego prawo.Przynajmniej dwie niedziele kazałam mu spę-dzić na  wyprawie śladem antyków" po całym stanie z parami takimi jak my.- Próbowałam.- Zwiesiłam głowę.- Naprawdę próbowałam, ale lubię czyste,nowoczesne rzeczy, a nie śmierdzące stare rupiecie, przeżarte przez korniki.Ijeszcze jedno - dodałam - nie chcę wyjeżdżać za daleko od Nowego Jorku.Wpiątkowe wieczory są straszne korki.- Zamówienie przyjęte [ Pobierz całość w formacie PDF ]
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • przylepto3.keep.pl